czwartek, 8 grudnia 2011
Zima
Bądźcie pewni, że nie jest to moja ulubiona pora roku.
Jestem życiową farciarą, więc już podczas pierwszego w tym roku ataku zimy nie mogło mnie zabraknąć na dworze.
Reasumując, wczoraj poczułam jej pierwsze oznaki.:)
Niestety, w najgorszej z możliwych postaci- śniegu z deszczem.
Dziś rano było jeszcze gorzej.
Zostałam zaatakowana przez radośnie śliniącego się psa, który na widok nawet najmniejszej ilości śniegu dostaje ataku. Ataku nieopisanego szczęścia oczywiście.
A ja? Ja na zimę nigdy nie jestem przygotowana- rękawiczki regularnie gubię, szalika zapominam, czapek nie nosze, a buty zawsze po 15 minutach są przemoczone.
W tym roku na szczęście zdążyłam zainwestować w nową kurtkę, a rękawiczki dostałam na mikołajki.
Z tym, że ich nie nosze- z obawy przed zgubieniem.
Dziwne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz